lek. stomatolog Michał Rancewicz
15.07.2000 GAZETA WYBORCZA [WYSOKIE OBCASY]
Bez bólu
u dentysty

Zabieg w gabinecie stomatologicznym nie powinien boleć. Pacjentom mogą pomóc zastrzyki, żele o smaku poziomki, gaz rozweselający i nagrania Jean-Michel Jarre'a

Aleksandra Stelmach: Czy to normalne, że wielu dorosłych ludzi boi się dentysty?

Michał Rancewicz: Niestety, wizyty u stomatologa boją się niemal wszyscy - z moich obserwacji wynika, że prawie 95 proc. pacjentów. Najczęściej dlatego, że mają uraz psychiczny. Jeśli w dzieciństwie u dentysty potraktowano ich brutalnie, to już zawsze ten lekarz będzie im się kojarzył z cierpieniem. Utrwaliło się przekonanie, że u dentysty musi boleć. Przez lata stomatolodzy uważali, że znieczulenie nie jest potrzebne - skoro jeden pacjent wytrzymuje, drugi też powinien. A ludzie mają różną wrażliwość na ból.

Aleksandra Stelmach: To zabieg u dentysty nie musi boleć?

Michał Rancewicz: Nawet nie powinien. Często pacjenci powtarzają formułki używane przez stomatologów, że przy znieczuleniu lekarz nie ma kontroli nad sytuacją, bo reakcja na ból przekazuje mu jakieś cenne informacje.

Aleksandra Stelmach: A nie przekazuje?

Michał Rancewicz: To tylko częściowo prawda. Jeśli lekarz chce sprawdzić żywotność zęba bez zdjęcia rentgenowskiego, to rzeczywiście nie może znieczulać, bo musi obserwować reakcje pacjenta w trakcie badania. Ale to nie jest bolesne. Zwykle lekarz widzi, co robi, i nie ma potrzeby, aby pacjent sygnalizował zbliżenie się wiertła do nerwu zęba wrzaskiem.
Prawie każdy zabieg stomatologiczny jest zabiegiem na żywej tkance. Chyba nie ma takiego lekarza, który chciałby przeprowadzić operację wyrostka robaczkowego bez znieczulenia. Okolica jamy ustnej jest silnie unerwiona i przy większości zabiegów stomatologicznych znieczulenie jest niezbędne. Poza tym komfort pacjenta przy zabiegu przekłada się na jakość leczenia. Pacjenta nie boli, więc siedzi spokojnie i akceptuje dłuższy zabieg. A to oznacza, że lekarz może na przykład perfekcyjnie oczyścić ubytek próchnicowy. Kiedy pacjenta boli, lekarz pracuje szybko i często niedokładnie. Potem powstaje próchnica wtórna, leczenie trzeba powtarzać, pacjenta znowu boli - błędne koło.

Aleksandra Stelmach: Jak dentyści walczą z bólem pacjentów?

Michał Rancewicz: Najpierw trzeba uporać się z lękiem pacjenta. Zestresowany człowiek jest znacznie bardziej wrażliwy na ból. Dlatego w moim gabinecie stosuję gaz rozweselający, czyli podtlenek azotu. To środek stosowany w stomatologii przynajmniej od połowy XIX wieku. Z opowieści wiem, że przed wojną używał go mój dziadek. Podtlenek azotu jest stosowany rutynowo jako środek wspomagający przy znieczuleniu ogólnym praktycznie w każdym szpitalu. W mieszance z tlenem nie jest toksyczny, rozluźnia pacjenta, lekko go znieczula i działa już w momencie podawania. Działanie środka ustępuje w ciągu kilkudziesięciu sekund od momentu, w którym pacjent przestaje wdychać gaz. Można zaraz wstać z fotela i pójść do domu. Samochód można jednak prowadzić dopiero po mniej więcej dwóch godzinach, bo gaz działa na ośrodkowy układ nerwowy. Reakcje pacjenta mogą być opóźnione.

Aleksandra Stelmach: Czy są jakieś przeciwwskazania?

Michał Rancewicz: Podtlenku azotu lepiej nie podawać kobietom w pierwszym trymes- trze ciąży. Przeciwwskazaniem jest również choroba alkoholowa, także wtedy, kiedy alkoholik zacho-wuje abstynencję. Gaz rozweselający powoduje lekkie odurzenie, stan podobny do rauszu, lepiej więc nie drażnić w ten sposób pacjenta. Nie powinno się też stosować gazu u osób leczonych np. z powodu autyzmu, choroby Alzheimera, uzależnienia od narkotyków..

Aleksandra Stelmach: Czy gaz rozweselający można podawać dzieciom?

Michał Rancewicz: Ja go podaję przede wszystkim dzieciom. Często trudno przekonać je do znieczulenia miejscowego, bo boją się strzykawki i igły. I wtedy przydaje się gaz rozweselający. Dziecko jest rozluźnione, ale świadome i reaguje na polecenia. Dodatkowo łagodnie do niego przemawiam, opowiadam historie, np. znieczulając mówię, że to Baba-Jaga biega na wysokich obcasach i dlatego czuje w buzi igiełki. Dziecko odpręża się i przestaje myśleć o zabiegu. Zdarza się, że schodzi z fotela i mówi: fajnie było.
Ostatnio eksperymentuję z bajkami nagranymi na taśmę. Puszczam dzieciom przez słuchawki np. "Śpiącą Królewnę". A dorosłym puszczam muzykę. Ona też działa lekko znieczulająco i odstresowuje.

Aleksandra Stelmach: Co to za muzyka?

Michał Rancewicz: Pytam, co lubią. Najlepiej, moim zdaniem, działa muzyka melodyjna, o niezbyt szybkim rytmie. Świetny jest Jean-Michel Jarre, łagodny jazz, muzyka klasyczna. Można też inaczej odwracać uwagę pacjenta. W moim gabinecie na suficie wisiał napis: "Uśmiech proszę!".

Aleksandra Stelmach: Pacjent siedzi już w fotelu, w słuchawkach na uszach i maseczką podającą gaz rozweselający przez nos. I co dalej?

Michał Rancewicz: Działanie znieczulające gazu jest często niewystarczające. Wtedy trzeba jeszcze zastosować znieczulenie miejscowe. Wielu ludzi boi się widoku igły, a przecież umiejętnie wykonany zastrzyk wcale nie boli.
Aby jeszcze bardziej zminimalizować ból i stres, można przed wykonaniem zastrzyku posmarować błonę śluzową specjalnym żelem smakowym, truskawkowym, poziomkowym albo bananowym. Pacjent może sobie wybrać smak, w ten sposób ma poczucie, że kontroluje to, co się dzieje. Nie czuje też ukłucia. W niektórych gabinetach znieczulenie robi się strzykawkami bezigłowymi. Nie są one jeszcze popularne, głównie ze względu na wysoką cenę. Środek znieczulający zamiast przez igłę podawany jest pod ciśnieniem. Jednak takie znieczulenie jest dość płytkie, środek wnika na głębokość od 2 do 5 milimetrów. Gdy trzeba znieczulić głębiej, igły i strzykawki nie da się uniknąć.

Aleksandra Stelmach: Czy każdego można znieczulić miejscowo?

Michał Rancewicz: Prawie. Najpierw trzeba się jednak dowiedzieć, czy pacjent nie jest uczulony na środki znieczulające. Praktycznie każdy choć raz w życiu poddany był znieczuleniu, np. przy usuwaniu zęba - więc zwykle wie, czy jest uczulony. Jeśli nie jest pewien, stomatolog przeprowadza na miejscu test uczuleniowy.
Nowe środki znieczulające rzadko wywołują uczulenie. Poza tym, stare środki nie pozwalały na kontrolę czasu działania, natomiast nowe znieczulają przez określony czas, np. kilkanaście, kilkadziesiąt minut, a jeśli trzeba - przez kilka godzin. Te ostatnie zawierają substancje powodujące zwężenie naczyń krwionośnych, dlatego nie powinno się ich stosować u osób z niektórymi schorzeniami układu krążenia i niewydolnością serca.

Aleksandra Stelmach: A kobiety w ciąży?

Michał Rancewicz: Według mnie lepiej znieczulać, bo stres i ból przy zabiegu bardzo źle działają i na kobietę, i na dziecko.

Aleksandra Stelmach: Czy zdarza się, że znieczulenie nie działa?

Michał Rancewicz: To mało prawdopodobne. Nowoczesne środki są bardzo skuteczne. Jeśli pacjent bardzo się boi, można zastosować kilka środków jednocześnie. Wzmaga to ich efekt. Najpierw, ewentualnie, tabletka uspokajająca, potem gaz rozweselający, żel, a na końcu znieczulenie miejscowe. To ostatnie wywoła pewien dyskomfort - drętwienie w okolicy ust, języka i skóry twarzy, ale to nie ból. Ale ma też tę zaletę, że można po nim bez obaw prowadzić samochód.

Aleksandra Stelmach: A jeśli lęk przed dentystą jest nie do pokonania?

Michał Rancewicz: Są pacjenci z tak ogromnym urazem, że nie ma rady - trzeba ich leczyć w znieczuleniu ogólnym, czyli popularnie mówiąc w narkozie. To nie jest fanaberia. Znieczulenie zupełnie odłącza pacjenta od bólu, stresu i groźnej rzeczywistości gabinetu stomatologicznego. Nie jest jednak obojętne dla organizmu, im krócej trwa, tym lepiej. Zabieg musi być wykonany szybko, bywa upraszczany, więc leczenie nie jest prowadzone na najwyższym poziomie.
Wybudzanie pacjenta z narkozy trwa krótko, ale w pełni dochodzi on do siebie przez kilka godzin. Na taki zabieg trzeba więc zarezerwować przynajmniej pół dnia. No i trzeba liczyć się z większymi kosztami, bo przy znieczuleniu ogólnym musi być anestezjolog. Do takich zabiegów są przeciwwskazania: ciąża, ciężkie choroby układu oddechowego i niewydolność krążenia.

Ile kosztuje znieczulenie?
Za godzinę znieczulania gazem rozweselającym trzeba średnio zapłacić ok. 100 zł.
Żele znieczulające są zwykle wliczane w cenę zabiegu. Podobnie znieczulenie miejscowe, ale czasem trzeba za nie zapłacić ok. 20 zł.
Zabieg w znieczuleniu ogólnym kosztuje średnio od 300 do 600 zł.

rozmawiała Aleksandra Stelmach